O tym, jak Tinka i Florek poszli do lasu po patyczki i szyszki i wrócili z pustymi sakiewkami

listy do dzieci

Zapraszamy do przeczytania opowiadania pełnego ciepła i empatii. Florek pomaga uratować liska, który znalazł się w potrzasku, rezygnując z własnej misji robienia świątecznego łańcucha. Jeśli chcesz, by Florek napisał list do Twojego dziecka zobacz ofertę listów personalizowanych.

 

boże narodzenie opowieści dla dzieci
– Tylko wróćcie, zanim zrobi się ciemno – poprosiła mama Tinkę i Florka, którzy właśnie wybierali się na krótki spacer do lasu. Spojrzała na bliźniaki, naciągnęła Tince czapkę na uszy, zawiązała Florkowi kolorowy szalik na szyi, pocałowała oboje w nosy i zamknęła za nimi drzwi, kiedy już biegli w stronę najbliższych drzew.

Bliźniaki obiecały, że będą w domu, zanim zrobi się ciemno. Nie planowali tego spaceru, postanowili wybrać się na niego, kiedy w trakcie robienia nowego świątecznego łańcucha zabrakło im gałązek i patyczków. Florek liczył też na to, że znajdzie kilka odpowiednio małych, ale też odpowiednio zjawiskowych kamyczków, które będzie mógł wykorzystać do ozdobienia łańcucha. Bliźniaki co roku na święta wydłużały ozdobny rodzinny łańcuch o kolejne kilkadziesiąt centymetrów. Ozdoba składała się z suchych liści, patyczków o fantazyjnych kształtach, kasztanów, żołędzi, gałązek zielonej sosny czy szyszek oraz wielu, wielu innych rzeczy, które można było znaleźć w lesie.

Łańcuch wieszany był na ścianach domu przeskakiwaczy i oplatał je od drzwi wejściowych do wielkiego kuchennego okna. Florek po cichu liczył, że w tym roku ozdoba świąteczna wydłuży się przynajmniej na tyle, by doszła do drzwi jego pokoju.

Chodzili pod lesie już pół godziny, a ich sakiewki robiły się coraz cięższe i coraz bardziej wypchane znalezionymi skarbami, kiedy Tinka usłyszała cichutkie piski dochodzące z bardzo bliska. Zupełnie jakby ktoś płakał.

Zaczęła się rozglądać i nasłuchiwać, ale nie mogła znaleźć źródła tego dźwięku. Udało się to jednak jej bratu. Florek wpadł do wykopanej w śniegu jamy, bo się zagapił, szukając w górze ptaków, które chciałyby się podzielić jakimś piórem. Florek zapadł się w miękki puch po pas i znalazł się oko w oko z małym liskiem. To zwierzątko tak smutno popiskiwało.

 – Jak się tutaj znalazłeś? Masz jakieś kłopoty? – zapytał Florek, otrzepując spodnie, wygramoliwszy się ze śniegu.

 – Nie mogę się wydostać! – zapłakał mały, rudy lisek. – Mama na pewno już zauważyła, że mnie nie ma i na pewno bardzo się martwi. Odszedłem bardzo daleko od domu. I jest już strrrasznie zimno – pochlipywał malec, przestępując z łapki na łapkę. – Pomożesz mi? – zapytał z nadzieją.

Florek pomaga liskowi w lesie

 

Jak się zapewne domyślacie, dla przeskakiwaczy pokonanie półmetrowego dołu nie było trudne. Jeden średni skok w zupełności wystarczył, by znaleźć się na górze. Florek jednak szybko zdał sobie sprawę, że wydostanie liska może nie być proste: zwierzę nie potrafiło skakać, a jego małe łapki ślizgały się po stromych ścianach. Chłopiec zawołał więc siostrę, żeby się z nią naradzić, jak pomóc liskowi.

 – Musimy zbudować mu coś, po czym będzie mógł się wspiąć! Tylko z czego? – zaczęła zastanawiać się Tinka.

 – Mamy patyczki i szyszki na łańcuch, powinny się nadać – Florek wysypał zawartość swojej sakiewki i zaczął  układać z niej ścieżkę na ścianie dołu, po której lisek mógł się wydostać.

Tinka bez słowa poszła w ślady brata. Pracowali intensywnie i wkrótce wykorzystali wszystkie zebrane przez siebie skarby. Florek tylko raz westchnął z żalem, mocując na ścianie wyjątkowo piękną, idealnie okrągłą, dużą szyszkę, którą udało mu się tego dnia znaleźć.

Po dłuższej chwili zmęczeni przyjrzeli się swojemu dziełu. Patyczki, szyszki i gałązki były ułożone w drabinę prowadząca aż na krawędź pułapki małego liska. 

 – Musisz spróbować, żebyśmy wiedzieli, czy się udało – zachęcił Florek liska do wejścia na  wyjątkową konstrukcję.

Malec wdrapał się na samą górę po przygotowanej konstrukcji. Bliźniaki ucieszyły się z tego równie mocno, jak on.

 – Dziękuję! Nigdy, wam tego nie zapomnę – powiedział  rudzielec, pożegnał się i pobiegł do mamy.

 – To byłby piękny łańcuch… – powiedział Florek, rzucając ostatnie spojrzenie na połamane i pogniecione gałązki, po których malec wydostał się na wolność.

 – Tutaj jest najpiękniejszy – powiedziała Tinka.

Kiedy wrócili do domu, opowiedzieli rodzicom, dlaczego wrócili z pustymi sakwami, mimo że tak długo ich nie było. Tata powiedział, że jest z nich bardzo dumny i obiecał, że na drugi dzień pomoże im zbierać materiał na świąteczny łańcuch. Mama powiedziała, że zgadza się z tatą w obu kwestiach i usmażyła im na kolacje ich ulubione naleśniki z sosem poziomkowym.

Agnieszka Stefańska

bajki dla dzieci o Tince i Florku